Wielki Aleksander Gordon

8

Gordon wszedł do pokoju i pogłaskał Ewę po twarzy. Przytrzymała jego rękę, a po chwili pocałowała go w spód dłoni:

- Pan i władca raczył wrócić na obiad - powiedziała z zalotnym uśmiechem.

Gordon jadł bez apetytu. Natomiast wyjął z kredensu butelkę czerwonego wina i wypił dwie szklanki jedną po drugiej. Nurtowała go wciąż ta sama nieznośna myśl. Kiedy skończyli deser i Teresa sprzątnęła ze stołu, Gordon spojrzał Ewie przenikliwie w oczy i zapytał starając się ukryć niepokój:

- Słuchaj, musisz mi to wytłumaczyć. Dlaczego przestałaś nazywać mnie ojcem? Czy masz mi coś do zarzucenia? Czy mój stosunek do ciebie jest nie dość serdeczny? Zawsze byłaś ze mną szczera. Powiedz otwarcie. Może myślisz o swoich rodzicach? Jakie masz zamiary? Czy chciałabyś ich odnaleźć? Porzucili cię na łaskę losu i nigdy się tobą nie interesowali. Nie ma ich, rozumiesz? Jestem tylko ja. Tylko ja!

Ewa słuchała tej tyrady z wypiekami na twarzy. Pierś jej unosiła się, poruszana przyśpieszonym oddechem. Gdy Gordon skończył, dziewczyna zerwała się od stołu i zaczęła wyrzucać z siebie bezładne słowa:

- Tak, tak! Tylko ty! W twoim rachunku ja się nie liczę! Nic nie widzisz! Jesteś ślepy! Dobrze, powiem ci całą prawdę. Wstydzę się tego, ale ci powiem. I niech się potem dzieje, co chce. Nie myślę o żadnych rodzicach. Dla mnie to obcy ludzie. Nie mam z nimi nic wspólnego, nie istnieją dla mnie. Obchodzisz mnie tylko ty. Kocham cię, rozumiesz? Ale nie jak ojca. Kocham cię jak mężczyznę. I nikogo innego prócz ciebie nie potrafiłabym kochać. $nisz mi się po nocach. Mam cię we krwi, w myślach, w pragnieniach. Tak, jestem w tobie zakochana do nieprzytoznności. A teraz możesz mnie nawet zabić.

Biblioteka - Katalog