Wielki Aleksander Gordon

- Postaraj się mnie zrozumieć. Będę traktował cię jak własne dziecko. Ale ty nawet nie wiesz, jakie powinno być życie dziecka. Pomału je poznasz. Oswoisz się, pójdziesz do szkoły. Chcę, żeby ci było u mnie dobrze. A teraz pani Teresa pójdzie z tobą do miasta i kupi ci co trzeba. Zgoda?

- Pan tak mówi, jakby to było naprawdę.

- Nie oszukam cię, zobaczysz. A o stolarzu zapomnij raz na zawsze. Wyrządził ci wielką krzywdę, za którą powinien siedzieć w kryminale. To podły człowiek. Zapomnij o nim. Od dzisiaj zaczniesz nowe życie. Może mnie z czasem polubisz. Chodż, zaprowadzę cię do twego pokoju.

6

W Domu Dziecka Gordon dostał odpisy dokumentów. Figurowała w nich jako Ewa Sobota. Nazwisko otrzymała zapewne od dnia, w którym ją podrzucono. Rodzice jej byli nieznani. Podano też Gordonowi personalia i adres ludzi, którzy ją wzięli na wychowanie. Ludwik Sieńko - stolarz - oraz jego żona Helena.

Zgwałcenie trzynastoletniej dziewczynki nie może mu ujść bezkarnie -pomyślał Gordon.

Wsiadł w samochód i pojechał do Prokuratury. Ale w drodze rozmyślił się. Sprawa musiałaby trafić do sądu. Dyskrecja ludzka jest zawodna, Gordona wszyscy znają, plotki ścigałyby Ewę przez długie lata. Musiał jej zaoszczędzić przykrości i wstydu. Nie, lepiej niech ta ponura historia pójdzie w niepamięć. Sprawiedliwość bywa niezgrabna jak słoń. Karząc winowajcę mimochodem tratuje ofiarę. Tak stałoby się w wypadku Ewy.

Upływały tygodnie, a dziewczynka nie umiała przystosować się do nowych warunków. Gordon budził w niej lęk, w szkole zdradzała otępienie, była skryta i dzika.

Biblioteka - Katalog