Wielki Aleksander Gordon

Gordon stał w milczeniu, po czym skręcił w boczną ulicę. Dziewczynka szła za nim.

- Odejdź! Powiedziałem ci.

- Ja umiem, naprawdę... Będzie pan zadowolony.

Spoglądała na niego wzrokiem wystraszonego kundla, który się boi, ale jednocześnie liczy na jakiś kęs.

Gordon rozejrzał się po pustej ulicy, zastanawiał się przez chwilę, wreszcie rzekł:

- Dobrze. Chodż!

Szli w milczeniu. Dziewczynka pośpiesznie dreptała, żeby dorównać długim krokom mężczyzny, któremu sięgała nieco wyżej pasa.

Gdy znaleźli się w mieszkaniu, Gordon obudził swoją gospodynię Teresę i kazał jej przygotować kolację.

- A to co? - spytała mierząc dziewczynkę podejrzliwym spojrzeniem.

- Znajda. Niech Teresa puści wodę do wanny.

Dziewczynka stała onieśmielona. Była w wytartym, połatanym sweterku, na nogach miała trampki. Brudne ręce schowała za siebie.

- Co to będzie? - spytała.

- Pójdziesz do łazienki i wykąpiesz się. Nie cierpię brudasów. Jak ci na imię?

- Ewa.

- Tereso, proszę ją zabrać i porządnie wyszorować. A potem niech włoży mój szlafrok. To, co ma na sobie, lepi się od brudu.

Teresa, która przywykła do niespodzianek i do nieoczekiwanych gości, nie dyskutowała z Gordonem. Znała go z lat przedwojennych, kiedy była garderobianą w teatrze. Po powrocie Gordona z niewoli przyjechała do niego do Łodzi prosić o polecenie jej do nowo powstałego Teatru Wojska.

Biblioteka - Katalog